Tajny uroczek z Kominiarskim WierchemKominiarski, piętro niżej, z Przysłopu Miętusiego Po zacnym odpoczynku na ławeczkach w tłumie sympatycznych turystów
schodzimy w całym majestacie do Hali Miętusiej.
Na wypłaszczeniu Staników Żlebu zwolniliśmy pęd ku przygodzie. Robercik pierwszy raz podziwiał cuda Tatr z takiej wysokości, i to po samodzielnym zdobyciu góry. Rajd w dół do Przysłopu Miętusiego był już tylko radością. Łąki pachniały, brzęczały ciężko pracującymi owadami, Kominiarski witał Robcia razem z Czerwonymi Wierchami i Giewontem - Tatry zarzuciły swą sieć i złapały kolejnego miłośnika. Podróż do Doliny Kościeliskiej nie okazała się jednak łatwym zadaniem, nasz mały wędrowiec był już zmęczony. Im niżej schodziliśmy, tym częściej zatrzymywał się, zadając to samo co każdy z początkujących górołazów: daleko jeszcze?  Robercik podziwia Czerwone Wierchy, zmierzając do dziadka. A tu koniecznie zrób, babciu, zdjęcie - powiedział mi. Bardzo proszę. Zawiesista Turnia góruje nad Halą. Malowana bzem koralowym
Słońce lśniło na czubkach drzew, złociły się kwiaty i motyle, bielały kamienie. A my wędrowaliśmy w piątkę, zbierając malowane magią Tatr wspomnienia do tajemniczego mieszka. Takiego, który nosi się w sercu. Nie sposób go zgubić. A jeśli nawet obrazki wyblakną, to dopiero wtedy gdy poważny pan Robert zbiegnie już wszystkie tatrzańskie szczyty tyle razy, że ta pierwsza wędrówka jak palimpsest podłoży mu się w pamięci i zamieni z kolejnymi w jedność. Zawsze myślałam, że ta czerwona kulkowa piękność to jarzębina, a to bez,
cóż z tego że koralowy. Dobrze, że można robić zdjęcia, bo inaczej sztalugi trzeba by dźwigać ze sobą😅 Na pożegnanie Turnia z chabrem, który wcale nie jest niebieski. Szefem motyli nazwała Robercika mama. Pięknie, nie wymyśliłabym tego lepiej. Raz złapany w sidła Tatr już cieszy się na zimowy wyjazd na narty, nasz narciarz na razie jednogodzinny💝A na lato, jakie mamy wspólne plany, to dopiero bajka się zaplata💚 Nieoczekiwane spotkanie w Hladovce z Władysławem Orkanem zaowocowało dla mnie wizytą w Filii Naukowej w Gdańsku. Nie sposób przejść obojętnie obok poezji mistrza.
" Jest kraj nieznanych cudów,
Gdzie z białych gór
Potoki srebrem płyną,
Doliny śpią,
A tajemnicze źródła leśne
Czyszczą ze szmerem przy świetle księżyca
Połyskujący, złoty piasek.
Smreki w milczeniu stoją, bez oddechów,
Jak straże nocne w przedsieni kościoła,
W którym za mgławą tajemnic osłoną
Bóstwo, nieznane ludziom, śpi...(...)
O kraju! O dolino smutku!
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
Tam - przy nieznanym drzewie
Ukryty drogi skarb, O którym nikto nie wie...."
W innym Orkan zachwyca się Wierchami Smreczyńskimi.
"Od wschodu granitowych szczytów
Olbrzymie sterczy gniazdo
I z chmur spogląda do błękitów
Błyszczącą morską gwiazdą.
Czy noc na ziemi, czy słoneczność -
Zapadłe w spiż głęboko,
Wpatrzone w błękit, marzy wieczność
Spokojne Morskie Oko". (oba wiersze pochodzą z okresu "Z tej smutnej ziemi" 1897-1902)
|
|
|
|
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz