Nieoczekiwane spotkanie
Hladovka 2026
Zdarza się, iż z utartego szlaku wypadamy nagle na inną ścieżkę i plany się posypią. I choć z początku przyjmujemy ten zgrzyt niechętnie, na nowej drodze mogą nas spotkać nie lada niespodzianki, bardzo owocne. Tegoroczny wyjazd na Słowację już we wtorek powitał nas w klinice dentystycznej. Konieczność tę przyjęliśmy z należną pokorą, ratunek wart był każdej ceny. A że pogoda sprzyjała, rozejrzałam się po ryneczku w Czarnym Dunajcu z myślą o efektownym zdjęciu. Zieleń i kolorowe klomby rzuciły mi się w oczy jako pierwsze, dopiero potem zauważyłam, że na ławce siedzi sobie jakiś pan. Zawsze jestem ciekawa nowych znajomości, przysiadłam się więc z przyjemnością. Czytam napis, z kimże to przyjdzie mi się sfotografować, a to Władysław Orkan. I otworzyła mi się w głowie szufladka, zamknięta od ogólniaka.
 |
Spotkanie w Władysławem Orkanem, cóż z tego że nie osobiste, skoro owocne(zdjęcia własne 2026)
|
Pamięć mnie nie zawiodła, choć w liceum nie przerabialiśmy żadnego dzieła Orkana. Lukę tę nadrabiam obecnie, odnajdując kolejną postać w pochodzie zakochanych w Tatrach pisarzy i poetów. Władysław Orkan pół życia spędził jednak w Gorcach, które umiłował ponad wszystko. Czytając jego powieść "W roztokach" odnajduję znany mi z wędrówek Turbacz. I zachwyt nad Tatrami który nieustannie towarzyszy głównemu bohaterowi. Przed najwyższym szczytem Gorców Franek wraz z towarzyszkami zatrzymał się i oniemiał:
"Tatry!...Stały przed nim w ogniu zachodzącego słońca - olbrzymie, krwawe...Podnóża ich zastępowała góra przeciwległa i nie widać było, skąd wyrastają. Zdawało się, że za tą górą morze się rozlewa - i one wyskakują z niego prosto w niebo ogromem rdzawych ścian porysowanych, przebijając błękit w górze ostrymi szczytami. Stały wysoko w ogniu, oblane skrzepłą krwią świecącą; była w nich skamieniała hardość i potęga, i martwa duma konających przed światem olbrzymów."(
cytat z książki Władysława Orkana "W roztokach" wydanej przez Zakład Narodowy im.Ossolińskich, Wrocław 1965, str.83). Nam ukazał się podobny widok, lecz nie o świcie, jak pisał autor, krwawym, a w południe. Tatry z Turbacza owiane były błękitnym upałem.
 |
| Jarek na Turbaczu w 2022, zdjęcie własne. |
Kiedy miłość tatrzańska złapie człowieka za serce, już nigdy nie puści. Wędrówki tymi sami szlakami po raz enty tysięczny nie nudzą, wręcz napędzają krew w żyłach. Oto bowiem już za chwilę znów otworzą się przed nami wrota raju.
 |
Cud Doliny Juraniowej, na który czekamy cały rok.Skąd wyrasta Osobita?
A w żyłach tętni: pędzić bez wytchnienia asfaltem, szybciej i szybciej, potem skryć się przed upałem. W lesie który nas wywiedzie na Umarłą Przełęcz. Miał swoje endorfiny w Himalajach Kukuczka, my odurzamy się krótkim dystansem z Oravic do rozejścia szlaków przy początku Bobrowieckiej Doliny. Od wyruszenia po magię Juraniowej na przełęcz mija niecałe półtorej godziny. Krótki popas, na którym nawet nie siadam na ławce( jak wiadomo siadanie "wyciąga" siły). I moglibyśmy już schodzić, gdyby nie spotkanie z pomarańczową pięknością. Następne nieoczekiwane spotkanie - perłowiec malinowiec na Umarłej Przełęczy. |
 |
| Skały ściskają dolinę, zdawałoby się skutecznie... |
Z bulgoczącego kociołka potoku rodzi się poezja. I naznacza coraz to nowych wyznawców.
Słoneczny potok prowadzi uwiedzionych do przejścia z łańcuchami - taki przedsmak prawdziwej grozy - by łagodnie wywieść wędrowców na halę z pasącymi się owcami. Halę której stróżuje nasza ukochana Magura Witowska.
 |
| Nieustające pięknością osty i Magura, druga wielka pani Juraniowej Doliny |
Któregoś wieczoru wyruszaliśmy na obchód Hladovki od strony zachodniej, zakładając, iż album z pejzażami wschodnimi zrobimy sobie w ostatni dzień pobytu. I dopisało nam widokowe szczęście, Bardzo dobrze, bo w ów piątek przed wyjazdem na Rysulówkę najpierw pogoniły nas gzy i komary a potem nadchodząca z Tatr burzowa topiel.
 |
| Kontrast pejzażuZ krainy ostów wyrasta Hladovka, z Rohaczami w tleJesienny ten pejzaż? A to przecież dopiero poczatek sierpnia |
Czerwieni się już jarzębina, nie mogłam w to uwierzyć. W lewym oknie obrazka z Tatrami ukazał mi się Giewont a w prawym Kominiarski Wierch .
 |
Pachnie jesienią w Tatrach Polskich z daleka.W okienku z prawej strony zerka na nas Świnica.I my zerkamy przez oprawę z wierzbownicy kosmatej.
|
A kiedy przychodzi noc w Hladovce śpimy upojeni wiejską ciszą, i nawet nie śnią się nam wizje Orkana.
"W taką noc dziecku zbłąkanemu w lesie otwierają się skarby ukryte pod pniami; w taką noc na stromej skale tajemnego zamku siada z kądzielą zaklęta królewna i oczekując wybawienia swego, tęskno spoziera okiem na dolinę; w taką noc przy cichych stawach, przy zadumie smreków rodzą się, jak mgły z jeziora, nieśmiertelne baśnie", "W roztokach" str.206. Te mgły tańczące motają jednak każdego tatrzańskiego zapaleńca. Mój tom wierszy górski, planowany na przyszły rok, ma tytuł "Ścieżkami mgieł", a niby nic mi się po nocach nie śni...
 |
Stacja wyciągu pod Salatinem(z lewej wejście na Skrzyniarki), w takim miejscu wypić kawę...Fotka z podwójnym SalatinemW krainie wierzbówki kiprzycy |
Franek z powieści Orkana nie chodził po Tatrach Słowackich, lecz jego historia obfitowała w różne tragedie. Filozof-marzyciel rozmyślał całymi dniami jak polepszyć dolę ludzi gór, którym w tamtych czasach bieda i głód zaglądała w oczy latami. I wymyślił reformę-idęę, a jak został przyjęta? Zapraszam w tym celu do lektury. Najbardziej w "W roztokach" uderza jednak historia miłosna, to opowieść o złudach którymi karmimy własne serca, nie słuchając drugiego człowieka w najmniejszym stopniu. I swoje plany stawiając na piedestale. Z takim wichrzycielem-ideowcem(jak nie przymierzając z każdym artystą) wytrzyma tylko bardzo zakochana kobieta, zdolna poświęcić wszystko dla miłości swego życia.
 |
Tajemnicza podróż wśród traw......zarastających zejście spod Salatinu
do chatki-restauracji na narciarskim stoku, jakim jest owo zejście.  |
Z Frankiem łączy się jeszcze jeden wątek, nosi on bowiem nazwisko Rakoczy. Niebezpodstawnie Orkan nadał mu takie w swej powieści. Zaskakującym tłem do tego manewru była historia prawdziwych Rakoczych. Pierwszym z nich odnotowanym w dokumentach był Zygmunt, węgierski magnat, którego syn
Jerzy I Rakoczy zasłynął w walkach z Habsburgami w czasie wojny trzydziestoletniej i został księciem Siedmiogrodu. Jako że skończyłam już moją opowieść o Piastach Śląskich (która również ukaże się w przyszłym roku) gdzie historia zatacza kręgi po krajach ościennych, znane mi są nazwiska przywódców węgierskich walk narodowowyzwoleńczych: Stefana Bocskaya i Gabora Bethlena. W ich oddziałach walczył Jerzy I Rakoczy, który na tyle poczuł się silny, iż po śmierci Władysława IV Wazy wysunął kandydaturę swego syna Zygmunta na tron Polski. Inny jego syn Jerzy II, urażony zapewne brakiem poparcia dla brata, wszedł w sojusz ze Szwedami. Marzyła się im aneksja Polski, na czym skorzystać miał
Jerzy II. Rakoczy wbił się do naszego kraju od południa, o czym mało kto wie w kwestii potopu szwedzkiego. Wszyscy za to wiemy, jak ta wojna się skończyła. Jerzy II musiał wówczas zapłacić Rzeczypospolitej ogromną kontrybucję. Syn Jerzego II,
Franciszek I, jak to wielokrotnie bywało w historii, skupił się bardziej na przetrwaniu rodu niż na krwawych walkach wzorem ojca. A jego syn,
Franciszek II Rakoczy, został bohaterem narodowym Węgier jako przywódca powstania antyhabsburskiego w latach 1703 - 1711. Wynik tych walk był tragiczny, powstanie zostało zdławione a Franciszek II Rakoczy musiał udać się na emigrację. Przebywał we Francji, Polsce i ostatecznie osiadł w Turcji.
 |
Magiczne TatryZdążamy szlakiem cudów natury.
|
Nasyceni upałem sakramenckim i cudami, które zabieramy ze sobą w sercach, wyruszyliśmy z Hladovki na rodzinne spotkania w Tatrach Polskich. Tam dopiero świat przygód przyspieszył🎉
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz