niedziela, 18 października 2026

Kolejne lata w Tatrach

                                  Tatry z Rysulówki - Szef motyli

        Fantastyczne tatrzańskie przygody z Rysulówki rodzinnej, ozdobione piękną pogodą, rozpoczęły się dla nas bez żadnych fanfar, może tylko cień domysłu przemknął. Zanurzeni w wieloletnich wędrówkach na Staników Żleb przewidzieliśmy jedynie, że pierwsza w życiu górska wycieczka Robercika powinna się zacząć z parkingu pod Kościeliską. Oszczędziliśmy czterolatkowi marszu z samej Rysulówki. I dobrze, bo choć wyruszyliśmy na trasę koło ósmej, szybko dopadło go znużenie upału.

Motyle towarzyszyły nam cały dzień, tutaj piękna rusałka pawik
odpoczywająca na kwiatach chabru austriackiego. 
Po godzinnej wspinaczce w lesie, na ostatnich metrach,
ukazują się zamglone szczyty Beskidów.
Moja pułapka na widokówki z Czerwonymi Wierchami
zadziałała na Staników Żlebie po raz kolejny.
Kiedy weszliśmy na szlak, głęboki cień lasu dopomógł nam we wspinaczce. Pierwszy mostek okazał się dobrym przystankiem, na kamiennych schodkach prowadzących w górę Robuś tak się przejął, że właśnie staje się górołazem, że z tej szybkości zahaczył nogą o kamień. Na pomoc ruszyła mama z plastrami dla dzieci, w naszej jedynie słusznej wersji posiadały one lek przeciwbólowy. Jak prawdziwy weteran gór Robert obnosił się później dumnie z obdrapanym kolanem i łokciem,  Nie zniechęcił się po tej wywrotce, mknął dalej dzielnie i nawet wyprzedził babcię astmatyczkę.  
Tajny uroczek z Kominiarskim Wierchem
Kominiarski, piętro niżej, z Przysłopu Miętusiego
Po zacnym odpoczynku na ławeczkach w tłumie sympatycznych turystów
schodzimy w całym majestacie do Hali Miętusiej.

Na wypłaszczeniu Staników Żlebu zwolniliśmy pęd ku przygodzie. Robercik pierwszy raz podziwiał cuda Tatr z takiej wysokości, i to po samodzielnym zdobyciu góry. Rajd w dół do Przysłopu Miętusiego był już tylko radością. Łąki pachniały, brzęczały ciężko pracującymi owadami, Kominiarski witał Robcia razem z Czerwonymi Wierchami i Giewontem - Tatry zarzuciły swą sieć i złapały kolejnego miłośnika. Podróż do Doliny Kościeliskiej nie okazała się jednak łatwym zadaniem, nasz mały wędrowiec był już zmęczony. Im niżej schodziliśmy, tym częściej zatrzymywał się, zadając to samo co każdy z początkujących górołazów: daleko jeszcze?

Robercik podziwia Czerwone Wierchy, zmierzając do dziadka.
A tu koniecznie zrób, babciu, zdjęcie - powiedział mi.
Bardzo proszę.
Zawiesista Turnia góruje nad Halą.
Malowana bzem koralowym
Słońce lśniło na czubkach drzew, złociły się kwiaty i motyle, bielały kamienie. A my wędrowaliśmy w piątkę, zbierając malowane magią Tatr wspomnienia do tajemniczego mieszka. Takiego, który nosi się w sercu. Nie sposób go zgubić. A jeśli nawet obrazki wyblakną, to dopiero wtedy gdy poważny pan Robert zbiegnie już wszystkie tatrzańskie szczyty tyle razy, że ta pierwsza wędrówka jak palimpsest podłoży mu się w pamięci i zamieni z kolejnymi w jedność. 
                         Zawsze myślałam, że ta czerwona kulkowa piękność to jarzębina, a to bez,
                            cóż z tego że koralowy.
                                    Dobrze, że można robić zdjęcia, bo inaczej sztalugi trzeba by
                                    dźwigać ze sobą😅
                                                    Na pożegnanie Turnia z chabrem, który
                                                    wcale nie jest niebieski.
Szefem motyli nazwała Robercika mama. Pięknie, nie wymyśliłabym tego lepiej. Raz złapany w sidła Tatr już cieszy się na zimowy wyjazd na narty, nasz narciarz na razie jednogodzinny💝A na lato, jakie mamy wspólne plany, to dopiero bajka się zaplata💚
        Nieoczekiwane spotkanie w Hladovce z Władysławem Orkanem zaowocowało dla mnie wizytą w Filii Naukowej w Gdańsku. Nie sposób przejść obojętnie obok poezji mistrza. 
        " Jest kraj nieznanych cudów,
           Gdzie z białych gór
           Potoki srebrem płyną,
           Doliny śpią,
           A tajemnicze źródła leśne
           Czyszczą ze szmerem przy świetle księżyca
           Połyskujący, złoty piasek.
           Smreki w milczeniu stoją, bez oddechów,
           Jak straże nocne w przedsieni kościoła,
           W którym za mgławą tajemnic osłoną
           Bóstwo, nieznane ludziom, śpi...(...)
           O kraju! O dolino smutku!
            . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
           Tam - przy nieznanym drzewie
           Ukryty drogi skarb,
           O którym nikto nie wie...."

            W innym Orkan zachwyca się  Wierchami Smreczyńskimi.
            "Od wschodu granitowych szczytów
              Olbrzymie sterczy gniazdo
              I z chmur spogląda do błękitów
              Błyszczącą morską gwiazdą.

              Czy noc na ziemi, czy słoneczność -
              Zapadłe w spiż głęboko, 
              Wpatrzone w błękit, marzy wieczność
              Spokojne Morskie Oko". 
            (oba wiersze pochodzą z okresu "Z tej smutnej ziemi" 1897-1902)




















Kolejne lata w Tatrach

                                           Tatry z Rysulówki - Szef motyli          Fantastyczne tatrzańskie przygody z Rysulówki rodzinnej,...