Śladami polarnej wyprawy
Dziś chciałabym zaprosić wszystkich w podróż na zimowe krańce świata w czasach, gdy ludzie pokonywali białe bezdroża a mróz, głód i ginąca powoli nadzieja szarpały wnętrzności i łamały serce. A oni błądzili, bo pustynia, śnieżna czy piaszczysta, zawsze oznacza bezludzie. Nikt nie czekał na wędrowców z obiadem, kawą i ciepłym noclegiem. Co sprawiało, że wciąż i wciąż wyruszały nowe wyprawy, bo poszerzyć granice znanego świata a śmierć poprzedników zamiast być ostrzeżeniem, stawała się wyzwaniem? Skąd brali wiarę, że tym razem się uda? I przekonanie że warto ryzykować życie dla wypełnienia białych plam na mapie?
 |
Nietknięty stopą ludzką śnieg zawsze budził we mnie taką nostalgię,że będę jak człowiek pierwotny znaczący swój ślad w pustym świecie.A co czuli zimowi odkrywcy krain podbiegunowych, gdy jedno takie wzgórze pokonywali za drugim, wiedząc że nigdzie nie znajdą schronienia? Nawet jeśli szli gromadnie jak bohaterowie dzisiejszej opowieści, czyż samotność pustkowia nie odbierała im sił bardziej niż głód i zimno? |
W grudniu 2025 wypożyczyłam z biblioteki książkę Dana Simmonsa "Terror". Znałam tego autora, jako twórcę niesamowitych opowieści o świecie Hyperiona, dlatego odważyłam się na zapoznanie z jego historią o zakończonej tragicznie w 1845 roku wyprawie w okolice Morza Baffina. Dwa statki: flagowy
Erebus i towarzyszący mu
Terror wyruszyły na poszukiwanie Przejścia Północno-Zachodniego na Pacyfik, zimą utknęły w lodzie i nigdy nie wróciły do portu macierzystego. Nikt nie przeżył tej wyprawy, możemy zatem snuć jedynie przypuszczenia, co naprawdę się wydarzyło.
 |
Członkowie wyprawy z Erebusa i Terroru pokonywali góry i doliny lodowe, bezdrzewne, lecz czy wędrowców po górskich terenach tajgi, gdzie mieli przynajmniej drzewo na opał, czekał lepszy los?Kilometry pustki i znikąd nadziei. A przecież odkrywcy z tej wyprawy to byli w większości marynarze, którzy nie umieli polować ani nawet odnaleźć i nawiązać kontaktu z tubylcami.A jak radzili sobie ci odkrywcy, którym na drodze stanęły bezludne góry?Jakąż musieli mieć odporność nie tylko na zimno i głód, ale też na upadek nadziei, gdy zamiast ludzkiej osady spotykali takie niespodzianki na swej drodze?
|
Nieodmiennie nasuwa mi się też przy takich krajobrazach nieprawdopodobne poświęcenie partyzanta, który w czasie drugiej wojny światowej wyruszył z koliby w lasach pod Spaleną, by sprowadzić pomoc dla rannych w chwili gdy kończyła się im żywność(pisałam o tym pod hasłem Słowacja 2022 Partizancka nemocnica). Przedarł się przez śniegi zalegające przełęcze wokół Osobitej należącej do pasma Rohaczy. Widoki poniższe to polska Orla Perć, poziom trudności słowackiej w niczym jej nie odbiega, lecz ów partyzant przedarł się przez najniższą część Rohaczy, zszedł do zawalonej śniegiem Doliny Chochołowskiej a potem do Zakopanego.
 |
Partyzant który ruszył na pomoc towarzyszom przez te przełęcze nie musiał się przedzierać, lecz groza mrozu śniegów bezludzia, a co najważniejsze wojny, stawia jego wyczyn na piedestale bohaterstwa. A górale TOPRowcy ruszyli na ratunek - przez śniegi, przełęcze. Szli ze sprzętem, a z powrotem ciągnęli w toboganach pozawijanych rannych partyzantów. I ich ocalili...
|
Nawiązuję do powieści Simmonsa nie tylko z powodu kunsztu autora, cenionego na całym świecie. Po kilku rozdziałach nasunęła mi się myśl, iż nie upłynęło jeszcze dwieście lat od śmierci dowódcy wyprawy Johna Franklina, komandora F.R.M Croizer'a a także całej niemal stutrzydziestoosobowej załogi, gdy lód na Morzu Arktycznym przestał być problemem. Dwa wieki wystarczą, by stopił się w całości - naukowcy mówią bowiem, że jest to nieuniknione w niedalekiej przyszłości. Szukanie obecnie przejścia północnego za linią brzegową Kanady dotyczyć by musiało jedynie sporządzenia precyzyjnych map wysp, wysepek, przesmyków i cieśnin. Nie byłoby zagrożenia życia niekończącym się mrozem, utkwieniem statku w paku lodowym zalegającym morze aż po widnokrąg. A potem śmierci głodowej, poprzedzonej aktami kanibalizmu, co przydarzyło niektórym członkom tej wyprawy. Jak strasznych zmian dokonaliśmy w środowisku naturalnym w tak krótkim czasie, że grozi całej planecie podniesienie się poziomu mórz o dziesięć metrów. Rośliny i zwierzęta żyjące w świecie lodu wyginą, udostępniając nowe nisze ekologiczne innym gatunkom, lecz zalane obszary nie powrócą na powierzchnię do czasu kolejnego zlodowacenia, które nie wiadomo czy na stąpi. Podobnie nie wiemy, o ile ostatecznie podniesie się poziom mórz i oceanów, a zatem możemy jedynie prognozować jak ogromne obszary czeka zagłada.
 |
Wszystkim zakochanym w zimowych Tatrach ku przestrodze - możemy utracić ten raj......ten cud |
Z głębin własnej pamięci wyciągam obrazy codziennych szaleństw na sankach tabunów dzieci z ulicy Szczecińskiej w Gdyni. Zjeżdżaliśmy na górkach lasu Trójmiejskiego Parku Krajobrazowego, pędziliśmy też po nieuczęszczanej przez samochody ulicy tuż pod moim blokiem. Owszem, były tygodnie, gdy śnieg ledwo napadał, ale też przez połowę czasu każdej zimy żyliśmy białym szaleństwem koło domu - nie trzeba było jeździć w tym celu w góry. A dziś pod znakiem zapytania stoi okoliczność, czy w ogóle warto produkować sanki. Moi synowie jeszcze tej zimowej radochy na Wybrzeżu zaznali, ale wnuki zabierać będę w Tatry, dopóki króluje tam jeszcze zima. W dwudziestoleciu międzywojennym Maria Kuncewiczowa pisała w zbiorze opowiadań "Dyliżans warszawski" o dwudziestostopniowych mrozach w Warszawie każdej zimy. Z kolei przypominam sobie też fragment opowieści Arkadego Fiedlera z rejonów puszcz amazońskich, gdy poszedł z jednej wioski tubylców do drugiej, a przed nim w wąskim błotnym rowie wędrowała ryba! Autor sam do siebie śmiał się wtedy, że już wie, co dają Polsce mrozy - brak robactwa, które włada lasami na równiku i w strefie podzwrotnikowej. Czyżby czekał nas taki świat? Nie chodzi przecież wyłącznie o koniec zabaw na śniegu. To jest drobiazg, że skończą się jazdy na sankach i nartach, że nie ulepimy już nigdy bałwana. Mogą do nas przyleźć na gościnne występy na przykład skorpiony i pozostać na zawsze.
 |
Wszystkie zdjęcia pochodzą z 2010 roku, kiedy przyjechaliśmy w Tatry zimą pierwszy raz. Nie wędrowaliśmy samotnie......a w każdym miejscu czekało na nas schronisko - tu zmierzamy do Murowańca.a tu kawa i ciacho na Hali Ornak. |
Myśl taka nadal może nam towarzyszyć, lecz natura uwielbia zaskakiwać😄Styczeń 2026 przyniósł na Wybrzeżu taką zimę, jakiej nie było od co najmniej piętnastu lat. Słupsk utonął pod śniegiem, w Gdańsku po przejeździe spychacza w niektórych miejscach zniknęły chodniki - zwłaszcza po drugiej stronie obwodnicy gdzie mówi się, iż klimat jest już inny bo to prawie Kaszuby - a w wielu potworzyły się zaspy jak piramidy Cheopsa. Mrozy trwają już trzeci tydzień, a największe do 25 stopni dopiero mają nadejść. Równowaga w przyrodzie jednak obowiązuje, w drodze do Zakopanego w dniu 29 stycznia już przed Częstochową śniegu zabrakło a i w górach nie jest go na potęgę. A z drugiej strony: sławetne zlodowacenia plejstoceńskie zaczynały się przecież na północy😅
 |
| Styczeń w Gdańsku - widok z naszego oknaA tak przed naszą klatką😱I teraz nie wiem: czy to początek zlodowacenia czy po prostu normalna zima? |